Powrót do Rzeszowa z pewnością wywołał mnóstwo emocji. Natomiast co poczułeś w momencie podpisania nowej umowy z klubem?
Kacper Młynarski: Bardzo się cieszę z przedłużenia umowy. To dla mnie duża radość i poczucie stabilizacji, które w sporcie zawodowym ma ogromne znaczenie. Świadomość, że klub mi ufa i chce kontynuować współpracę, daje spokój i pozwala w pełni skupić się na pracy oraz dalszym rozwoju.
Przedłużenie umowy o kolejne dwa lata jest sygnałem, że nigdzie się nie ruszasz? Czy taki był Twój plan, by właśnie tutaj - w swoim rodzinnym mieście - zakończyć grę w koszykówkę?
Wierzę, że Resovia może być moim ostatnim klubem w karierze. Wspaniale byłoby zakończyć tutaj swoją przygodę z koszykówką. Czy stanie się to za dwa lata? Tego dziś nie wiem — to w sporcie naprawdę długi okres. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale sama perspektywa jest dla mnie wyjątkowa.
Czy już teraz czujesz się w jakikolwiek sposób spełniony?
W pewnych aspektach czuję satysfakcję, natomiast w innych wciąż mam ogromny głód. Nie jestem spełniony pod względem wyników osiąganych z Resovią — i to akurat traktuję jako coś bardzo pozytywnego. Ten niedosyt napędza mnie do pracy. Motywacji na pewno mi nie zabraknie.
Co dla Ciebie znaczy bycie kapitanem i wychowankiem jednocześnie?
Bycie kapitanem tej drużyny to duża odpowiedzialność, ale też wielka satysfakcja. Staram się swoją postawą — zarówno na boisku, jak i poza nim — wspierać kolegów z zespołu oraz trenerów. Rola kapitana to nie tylko opaska na ramieniu, ale codzienna praca nad atmosferą, komunikacją i wspólnym kierunkiem.
Jaką odpowiedzialność czujesz wobec kibiców jako ktoś „stąd”?
To, że jestem z Rzeszowa, sprawia, że zupełnie inaczej patrzę na klub. Dla mnie to coś więcej niż miejsce pracy. To część mojego miasta i mojej tożsamości. Myślę, że właśnie dlatego razem z kibicami patrzymy w tym samym kierunku — najważniejsze jest wspólne dobro, czyli Klub.
Sezon 2025/26 zmierza ku końcowi. Jakie masz odczucia?
Niedosyt to pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy, gdy myślę o tym sezonie. Przegraliśmy wiele meczów minimalnie, często w samych końcówkach. To boli najbardziej. Sezon jeszcze się nie skończył, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że nasze szanse na play-off są minimalne.
Co – Twoim zdaniem – musi się zmienić, żeby kolejny sezon był realnym krokiem do przodu?
W sporcie nie ma jednego, uniwersalnego sposobu na sukces. Tegoroczna liga bardzo się zmieniła — pojawiło się znacznie więcej pieniędzy, co mocno utrudnia rywalizację z najmocniejszymi zespołami. Wierzę jednak, że uda się znaleźć optymalną drogę rozwoju, która pozwoli nam w przyszłości osiągać lepsze wyniki.
Jaką Resovię chciałbyś budować w najbliższych dwóch latach – mentalnie i sportowo?
Zależy mi na tym, żebyśmy w każdym meczu — niezależnie od rywala — wychodzili z myślą o zwycięstwie. Od strony mentalnej wykonujemy naprawdę dobrą pracę. Podejście i nastawienie zwykle nie są naszym problemem. Sportowo wielokrotnie brakowało nam doświadczenia i to jest element, który w kolejnych sezonach może okazać się kluczowy.
Co chciałbyś, żeby młodzi zawodnicy z regionu widzieli, patrząc na Twoją drogę w tym klubie?
Niewielu zawodników z Podkarpacia gra profesjonalnie w koszykówkę, a z samego Rzeszowa jeszcze mniej. Przez wiele lat panowała tu prawdziwa posucha. Teraz wszystko zaczyna się zmieniać — coraz więcej dzieci trenuje koszykówkę. Jeśli na moim przykładzie mogą zobaczyć, że można przez lata spełniać marzenia, a później wrócić do domu i dalej robić to, co się kocha, to daje mi to ogromną satysfakcję.
Za dwa lata – z czego chciałbyś być najbardziej dumny jako kapitan tego zespołu?
Nie chcę deklarować konkretnych celów sportowych, bo na wynik wpływa wiele czynników. Chciałbym jednak, żebyśmy zawsze wyciskali maksimum z możliwości, którymi dysponujemy. Marzy mi się, aby jak najwięcej kibiców przychodziło na nasze mecze, a koszykówka w Rzeszowie na stałe wróciła na Podpromie i znów była ważną częścią życia miasta.